Ludzie pragną czasami się rozstawać, żeby móc tęsknić, czekać i cieszyć się z powrotem.
Zagadnienie winy i kary stanowi odwieczny wątek etyczny. Jest on bardzo mocno naznaczony w Ewangelii. Ktoś może powiedzieć, że w interesie człowieka leży
ostateczna sprawiedliwość - nikt jednak nie powie, że człowiek, który ją przyjmuje jest przez to samo interesowny. „Interes” ten nie niweczy bezinteresowności człowieka.
Sprawiedliwość jest czymś bezinteresownym, stoi ponad interesami. W każdym z nas drzemie egoizm, który podciąga wszystko pod kryterium własnej korzyści.
Sprowadzanie dobra do tej kategorii jest niezgodne z jego naturą bowiem jest ono dobre samo w sobie (sprawiedliwość jest dobra bo jest sprawiedliwością). Właściwy
„interes” leży w tym, by dobru zagwarantować we własnym przeżyciu, działaniu, bezinteresowny charakter, jaki ono ma w sobie. Dobro absolutne utożsamia się z Bogiem, dynamizuje człowieka, wydobywa głębię ludzkich możliwości. „Interesowne”
rozumienie prawdy o nagrodzie i karze nie jest więc zgodne z Ewangelią. Ukazuje ona drogę do nagrody przez miłość a więc nie przez „interesowność”. Miłość wyklucza
V
interesowność, jest więc bardziej bezinteresowna niż sprawiedliwość. Chrześcijaństwo to religia miłości.
Właściwa interpretacja nauki o szczęściu
Są jednak obiektywne interesy człowieka, które nie kolidują z
bezinteresownością, bo wynikają z dążności bytu ludzkiego. Czymś takim jest dążenie do szczęścia. Jest ono czymś naturalnym i koniecznym, nie można go nie chcieć.
Pragnienie szczęścia nie leży na wierzchu chcenia, a tym bardziej na wierzchu czynów człowieka. Nie trudno go jednak w nich odkryć. Szczęście jest celem natury nie etyki, ani przedmiotem wyboru. Przedmiotem wyboru zawsze jest jakaś droga. Szczęście nie jest zaś drogą ale celem drogi. Etyka wskazuje pośrednią drogę do szczęścia. I tu jednak można postawić problem interesowności: że motyw szczęścia przesłania w etyce właściwe dobro moralne. Jednak w Ewangelii słyszymy nakaz doskonałości. Są różne stopnie doskonałości (konieczne - Ewangelia nakazuje; możliwe - ewangelia radzi).
Doskonałość nie jest heteronomiczna - nie wyzuwa człowieka z tego, czym jest i być powinien a trafia w samą tego istotę. Doskonałość jest humanistyczna, wewnętrzna i ludzka. Szczęście, o którym mowa w Ewangelii przychodzi przez doskonałość. Nie kupuje się szczęścia za cenę doskonałości ale dojrzewa się do niego, stając się coraz pełniejszym człowiekiem. Szczęście jest już obecne, wg Arystotelesa, w tym stawaniu się. W Ewangelii człowiek dojrzewa nie tylko do swego człowieczeństwa, ale do Boga.
Dojrzewanie do Boga dzieje się dzięki łasce. Te dwa dojrzewania idą ze sobą w parze.
Dojrzewamy do Boga dojrzewając jednocześnie do pełni człowieczeństwa. To
wyklucza heteronomię. Człowiek nie kupuje szczęścia za cenę moralności, on dojrzewa do szczęścia. Dojrzewa tylko człowiek i to tylko do osób. Etyka personalistyczna (ewangeliczna) głosi szczęście, do którego dojrzewa się przez wysiłek moralny.
Stosunek do przyjemności
Moment zadowolenia czy przyjemności, który dołącza się do czynów
człowieka, należy potraktować jako nieważny, uboczny, gdy uznamy, że człowiek dąży do szczęścia przez doskonałość moralną. Dobro moralne przynosi głębokie
zadowolenie. Czyż zatem nie wystarczy oprzeć się na przyjemności i wg tego
kształtować swoje postępowanie? Ta koncepcja szczęścia (jako suma przyjemności) choć dość ponętnie ma wystarczających powodów by właściwie kierować czynami
człowieka. Przyjemności, zadowolenie...to dobra subiektywne, które mogą
doprowadzić człowieka do szczęścia poza dobrem swej osoby czy też społeczeństwa.
Etyka nie potępia zadowolenia, przyjemności...ale ukazuje, wychowuje do dobra obiektywnego tj. ponad nie. Etyka chrześcijańska nie prowadzi człowieka drogą szukania maksymalnej przyjemności a minimalnej przykrości w życiu. Człowiek
zdolny jest stopniowo uwrażliwić się na trudne dobra (duchowe i nadprzyrodzone).
Nie można liczyć, że przyjemności czy zadowolenie same nadadzą życiu moralnemu człowieka prawidłowy kierunek. To rozum i wola kierują człowieka w stronę